Ze sztuką współczesną jest różnie – niektórzy ją chwalą, niektórzy nie cierpią, inni nie znają. Zdarzają się jednak takie realizacje, których nie sposób pominąć milczeniem. Do nich zdecydowanie zaliczam operową adaptację sławnego dramatu Tadeusza Różewicza pt. “Pułapka” – o życiu i twórczości Franza Kafki.
Opera utrzymana jest charakterystycznym dla Kafki groteskowym i parabolicznym klimacie. Z wyraźnie wyczuwalną atmosferą zagrożenia, nieuchronność ostatecznego. Jest równocześnie gorzką pigułką dla przełknięcia dla każdego z nas. Opisuje bowiem problemy, z którymi zmaga się człowiek – brak porozumienia, trudności w komunikacji międzyludzkiej, pozorne relacje, pobieżne rozmowy. To wszystko jest pułapką w którą wpadamy.

Przekaz sztuki jest jasny i czytelny. Tekst współgrający z muzyką. Zamknięty w czternastu obrazach następujących po sobie bez przerwy. Scenografia prosta, a jednak w pełni wykorzystująca możliwości ruchomej sceny operowy. Tak samo stroje – z jeden strony lata dwudzieste w rozkwicie, z drugiej smutek wojny. Wszystko jednak utrzymane wyraźnej czarno – biało – szarej kolorystyce. Niebagatelną rolę odgrywa chór, elastycznie biorącego udział w sztuce – występuje zarówno na scenie, śpiewa z ukrycia, wykonuje asemantyczne wstawki pojedynczych sylab.
“Pułapka” skomponowana przez Zygmunta Krauze dla Opery Wrocławskiej jest niesamowitym przedstawieniem. Wielowymiarowym i psychologicznym. Ujętym w ramy absurdu i oniryzmu, z jednocześnie zachowanym logicznym ciągiem katastroficznych wydarzeń. Aż do kultowej “sceny z szafą” – pointy totalnej, uderzającej i apokaliptycznej. Jeżeli zatem sztuka współczesna może być pułapką – zgadzam się w nią wpaść.
Kinga Rękawiczna