Jazzobus na mieście i jazz w lodówce

Gdzie można spotkać jazz..? W klubach. Salach koncertowych. Czasami kawiarniach. Restauracjach. A czy ktoś szukał już jazzu w lodówce?? W najbliższy weekend warto zajrzeć nawet tam.

Zaczyna się 24-godzinny jazzowy stan wyjątkowy we Wrocławiu! Jazz będzie nam towarzyszył przez całą dobę, od 26 do 27 listopada.

W sobotę wieczorem będzie w PUZZLACH.
Podczas nocy klubowej zostanie zaprezentowany melanż audiowizualnego połączenia jazzu i noise. Odbędzie się łącznie 7 koncertów i jam session, oprócz tego projekty audiowizualne w Instytucie Grotowskiego. Do Instytutu trafić łatwo… poprowadzi tam tunel audiowizualny  z kamerami, które będą reagować na ruch, będą różne dźwięki.

W niedzielę rano będzie na śniadanie.
W PUZZLACH przy kawie i bułeczce zbierze się międzynarodowe towarzystwo osób działających wokół jazzu, by podyskutować o tym, co się dzieje w młodym jazzie w Europie.

W południe rozpoczną się jazzowe interwencje!
Jazz rozpierzchnie się po prywatnych mieszkaniach, klubach i kawiarniach. Tam odbędą się improwizowane koncerty muzyków z Polski i Niemiec. By go dogonić pomocny będzie “Jazztobus” – autobus, który porozwozi zainteresowanych pod konkretne adresy.

Wieczorem wielki finał!
Ukoronowaniem całego jazzowego wrocławskiego listopada będą cztery koncerty we Wrocławskiej Filharmonii, w tym  światowa prapremiera zamówionej kompozycji Uri Caine & Ben Perowsky & Lutosławski Quartet. Zatytułowana “Kaprysy” sięgnie granic fizycznych możliwości wykonania kompozycji na instrumencie. To wyzwanie i jednocześnie wielki zaszczyt.

Kilka praktycznych wskazówek:
* Bilety na wieczór klubowy 26.11. kosztują 25zł. Do wstępu upoważnia również bilet na koncert Uri Caine & Ben Perowsky & Lutosławski Quartet.

* Interwencje we wrocławskich klubach 27.11. są darmowe! (Mleczarnia, Wydawnictwo, Novocaina, Coffee Planet, Szajba, Speakeasy)  Trzeba się tylko zapisać na listę (kliknij tutaj). Jedyne, o czym warto pamiętać, wybierając się na salonowy koncert, to.. by zabrać ze sobą kawałek ciasta dla gospodarza. Na pewno będzie mu miło. Przecież przychodzimy w gościnę :)

Zatem… 3… 2… 1… start! Jazzowa przygodo – przybywaj!

Dekada z ambientami

Czy wyobrażacie sobie taką sytuację: spoglądacie na półkę (względnie foldery na dysku ;) ) i zastanawiacie się, którego ze swoich ulubionych wykonawców chcielibyście usłyszeć we Wrocławiu..?  I wiecie, że realnym jest spowodowanie, by tutaj zagrał?

To jest możliwe. Taki właśnie komfort mają Maciej Frett i Arkadiusz Bagiński – organizatorzy Wrocław Industrial Festival. Właśnie mija dziesięć lat od pierwszej edycji. W tym czasie WIF zyskał międzynarodową sławę i stał się listopadowym świętem elektronicznej awangardy. Bez wielkiej promocji, bo wieści o festiwalu roznoszą się „pocztą pantoflową”. Krążą opinie, że  to jeden z najciekawszych czy najlepszych festiwali, w Polsce wszyscy zainteresowani o nim wiedzą. Plakaty rozwieszane we Wrocławiu są raczej formą informacji dla mieszkańców.

Fani industrialu ściągają tutaj z najodleglejszych zakątków świata. Przeważnie są to Czesi, Francuzi,  Austriacy, Niemcy, Holendrzy, Białorusini, Rosjanie – wyliczają Frett i Bagiński. – Mieliśmy też gości z Serbii, Rumunii i Obwodu Kaliningradzkiego, pojawiły się nawet grupy z Meksyku i Izraela  czy Japonii.

Najwyraźniej samoistnie działa tutaj hasło: „Wrocław the meeting place”.

.

10 lat minęło

Na początku funkcjonowania Wrocławskiego Festiwalu Industrialnego występowało 8-10 zespołów, przyjeżdżało ok. 200 osób, większość z Wrocławia, promocja była jedynie lokalna, a festiwal nie zarabiał na siebie, w najlepszym przypadku koszty się zwracały – opowiada Arkadiusz Bagiński. – Teraz proporcje się odwróciły. Wrocławianie są małym procentem uczestników, a przyjeżdżają ludzie z całej Polski i Europy. – Dla nich ten festiwal jest świętem na które zjeżdżają się wszyscy dawni znajomi z różnych stron kraju.

Myśleliśmy kiedyś o przeniesieniu festiwalu na lato, tak samo jak z zmianie miejsca koncertów, lecz wszyscy nam to odradzali, tłumaczy Frett. - Termin listopadowy jest  klimatyczny i pasuje atmosferą. Są liście, jesień, szybko zapada zmrok, a ta dziwna i mroczna muzyka dobrze się komponuje z taką aurą. Dodatkowo modlitewna sala gotycka w której odbywają się koncerty, doskonale odpowiada estetyce muzyki i może pomieścić do 450 osób.

Po pierwszej edycji w 2001 roku festiwal został zawieszony na rok, choć wtedy nie przypuszczaliśmy, że będzie to cykliczna impreza, mówi Maciej Frett.  Arkadiusz Bagiński dodaje: startowaliśmy od funkcjonowanie galerii industrialnej, która niestety prędko zakończyła działalność. Dzieła industrialno-awangardowe nie cieszyły się powodzeniem, choć teraz osiągają zawrotne ceny. Teraz także myślimy o jakimś stałym miejscu w którym będzie znajdowało się biuro festiwalowe z kawiarenką czy galerią, albo miejscem, gdzie będą odbywały się mniejsze koncerty, opowiadają organizatorzy.

Jubileuszowe podsumowanie

Pierwsze przemyślenia po festiwalu zawsze są dobre, choć jesteśmy bardzo zmęczeni – odpowiadają zgodnie organizatorzy. Najważniejsze, że nasza całoroczna, intensywna praca przyniosła efekty, a i zespoły wyjeżdżają zadowolone. W ciągu następnych dwóch tygodni musimy mieć dokładną wizję następnego festiwalu, trzeba określić budżet i pisać aplikacje o fundusze. To najgorszy okres, dla ludzi festiwal już się skończył, dla nas potrwa jeszcze do końca roku. Zaczynamy się już kontaktować z zespołami, które zagrają w przyszłym roku – mówi Maciek Frett i pokazuje dwie strony zapisanego notatnika z pomysłami na kapele, które chce zaprosić na XI edycję WIF.  To on zajmuje się wyborem tzw. line-upu. Jako lider postindustrialno-ambientowej formacji Job Karma siedzi mocno w temacie, jest fanem gatunku. Jego zespół jeździ po świecie i koncertuje, nawiązując kontakty, które później procentują podczas organizacji festiwalu. Frett pytany, czym się kieruje przy ustalaniu festiwalowych wykonawców, odpowiada ze śmiechem, że przegląda półkę z płytami i zastanawia się, kto jeszcze nie występował we Wrocławiu i kogo chciałby usłyszeć. Tak naprawdę podczas trwania festiwalu organizatorzy nie mają czasu na posłuchanie nawet jednego pełnego występu.

Zawsze zależy nam, aby na WIF przyjeżdżały zespoły unikalne, które nie  grają dużo, najlepiej takie, które nie  grały jeszcze w tej części Europy, mówi. – Albo takie, które w ogóle nie  grają, śmieją się obaj panowie. Udało się na przykład ściągnąć Clock DVA, legendarny zespół, który w 1995 roku zakończył wszelką aktywność. Korespondowałem przez 3 lata z Adim Newtonem i wreszcie w tym roku reaktywował zespół i wystąpił jako THE ANTI GROUP w BWA oraz jako Clock DVA w Sali Gotyckiej, opowiada z zadowoleniem Maciek Frett. – To było elektryzujące wydarzenie dla fanów z całej Europy. Tak samo jak występ Psychic TV czy Merzbow.

Arkadiusz Bagiński wylicza: dwa lata temu udało nam się ściągnąć Soisonga, współtwórcę legendarnej formacji COIL, który zagrał we Wrocławiu jeden ze swoich ostatnich koncertów przed śmiercią.  A Frett dodaje: od 2005 roku grają u nas ikony stylu, angielskie kapele z lat 80-tych, które aktywowały się specjalnie na festiwal, jak Konstruktivist czy Cindytalk. Dobry odbiór ze strony publiczności sprawił, że teraz ponownie koncertują.

Mamy też projekty specjalne, np. utwory na temat Wrocławia.  W tym roku kultowy utwór „Wroclaw in the rain” został zagrany przez angielskiego Sieben w nowej wersji z elektroniczną aranżacją wrocławskiego zespołu Job Karma.

Na wiosnę pojawi się płyta studyjna z tej współpracy. Projekt7JK zatytułowany będzie „The united sounds of Wroclaw and Sheffield”. To znaczący tytuł, ponieważ Sheffield jest kluczowym miastem dla kultury industrialu w Anglii, a Wrocław jest najbardziej kojarzonym z industrialem miastem w Europie Wschodniej – tłumaczy Maciek Frett.

Ciekawostką jest, że mimo niższego wynagrodzenia, jakie otrzymują zespoły za swój występ, nasza część Europy staje się modna. Węgry, Czechy, Polska, Rumunia – to miejsca, gdzie kapele chcą koncertować.  Oprócz tego zespoły, które przyjeżdżają na WIF to przyjacielscy i niezwykle mili ludzie, opowiadają organizatorzy. – Nie spotkaliśmy się jeszcze z żadnym narzekaniem czy przysłowiowym „gwiazdorzeniem” ze strony muzyków. Jedynym problemem okazywało się zazwyczaj to, że w Polsce 11 listopada wszystko – sklepy, restauracje – były zamknięte.

Naprzeciw stereotypom

Gości festiwalu od razu można rozpoznać. To często osoby oryginalnie wystylizowane, ubrane na czarno, z tatuażami lub piercingiem. I wbrew potocznej, często krzywdzącej opinii to osoby kulturalne, wykształcone i przede wszystkim… spokojne. Dlatego WIF łamie stereotypy. Jest platformą wymiany kulturalnej. Znajdują się tutaj stanowiska wydawnicze z książkami i płytami. Co najważniejsze – w ciągu dziesięciu lat trwania festiwalu nie wydarzył się żaden incydent. 

Organizatorzy opowiadają, że publiczność festiwalowa jest ze sobą zaprzyjaźniona. Kontakty przenoszą się do Internetu, gdzie trwa wymiana myśli i trendów. Podczas ostatniej edycji WIFu powstało forum internetowe, na którym grupa sama zorganizowała się na spotkanie i obiad w Dworze Polskim. Oprócz tego wrocławscy fani pokazywali zagranicznym ciekawe miejsca i oprowadzali po mieście. To nie było przez nas inicjowane – mówi Arkadiusz Bagiński. A Maciek Frett dodaje, że to właśnie jest undergroundowa i familijna otoczka festiwalu, tak bardzo ceniona przez fanów. – Dlatego nie chcielibyśmy stać się imprezą masową, choć cały czas rozważamy, czy otworzyć się na szerszą publiczność.

Jako największą wartość swojej dziesięcioletniej działalności przy festiwalu wymieniają więc satysfakcję z poznawania nowych ludzi, możliwość promowania Wrocławia za granicą oraz zadowolenie gości i fanów. Jubileusz planują uczcić imprezą z tortem… ale dopiero jak odpoczną ;)

Kolejne wydarzenia dla fanów industrialu

Gdyby komuś mało było  ambientalnych i elektroncznych dźwięków, nie będzie musiał czekać pełnych dwunastu miesięcy do kolejnego Wrocław Industrial Festival. Już na wiosnę odbędzie się nowa odsłona Rytuału, multimedialnego projektu, co roku w innej tematyce. Najbliższy utrzymany będzie w klimacie medycznym, obszarze eksperymentów oraz handlu narządami. Ta impreza jest darmowa.

Arkadiusz Bagiński zapowiada, że z okazji Rytuału będzie  wyświetlany 20-minutowy film 3D w estetyce elektroniki. Zostały już wykonane zdjęcia w  technologii motion capture, a  Job Karma i Sieben, czyli Matt Howden, nagrają muzykę  (możemy się spodziewać m.in. tych samych utworów, które zostały zaprezentowane na otwarciu X. WIFu).

Następnym wydarzeniem, o którym warto pamiętać, będzie Energia dźwięku, która odbędzie się prawdopodobnie w maju. Oprócz tego wiosną możemy się  spodziewać premiery wspomnianej wyżej płyty 7JK.

Z organizatorami Wrocław Industrial Festiwal Maciejem Frettem i Arkadiuszem Bagińskim rozmawiała Kinga Rękawiczna.

Wernisaż w Galerii Chrrr.

Na mapie wyjątkowych  miejsc pojawił się rarytas. To Chrrr. – nowa galeria sztuki na wrocławskim Nadodrzu, zlokalizowana w prywatnym mieszkaniu Izy Duchnowskiej.

To wyjątkowe wydarzenie zainaugurował wernisaż prac malarskich i rzeźby Piotra Butkiewicza. Wystąpił duet jazzowy Joanny Hendrich i Damiana Borowca a nastęnie Juti Duchnowska w repertuarze Witolda Lutosławskiech. Spontanicznie dołączyły się też  wokalistki Dominika Darowska i Marzena Wojak, a także młode wykonawczynie  Mela, Bianka i Wercia. Na zakończenie Dr Majk, czyli Michał Litwiniec wykonał ekskluzywną pranajamę na kij eukaliptusowy i żabę, rozlokowany wygodnie w… tropikalnej saunie.


fot. Kinga Rękawiczna

Prace Piotra Butkiewicza można oglądać w Galerii Chrrr. do polowy grudnia 2011 r., w poniedziałki, między godziną 17.00 a 19.00, po wcześniejszym umówieniu się z właścicielką galerii.
Adres: izabela.duchnowska@gmail.com
Więcej informacji znajdziecie na fun page galerii na portalu Facebook

Akademia Muzyczna zyska kolejny budynek

Projekt rozbudowy Akademii Muzycznej przeszedł do następnego etapu. Rektor uczelni, prof. Krystian Kiełb oraz minister kultury Bogdan Zdrojewski podpisali akt erekcyjny powstania nowego kompleksu dydaktyczno – koncertowego. Następnie uroczyście i wraz z zaproszonymi gośćmi wmurowali kamień węgielny.

Krystian Kiełb i Bogdan Zdrojewski podpisują akt erekcyjny nowego obiektu Akademii Muzycznej we Wrocławiu

Nowy obiekt będzie mieścił się przy ulicy Zelwerowicza 7-11 we Wrocławiu i powstanie tam sala koncertowa, sala audytoryjna oraz duża sala prób. Oprócz tego zespoły pomieszczeń studyjnych dla profesjonalnych nagrań i realizacji m.in. muzyki elektroakustycznej, komputerowej, teatralnej i filmowej.

Obiekt został zaplanowany z myślą o szerszej publiczności, w tym o niepełnosprawnych. Akademia Muzyczna zyska dzięki temu możliwość realizowania dużych koncertów oraz przedstawień operowych i teatralnych. Oddanie kompleksu do użytku planowane jest na pierwszą połowę 2013 roku.

Kinga Rękawiczna

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.