Jazztopad 2011. Weekend czwarty i ostatni. Maraton jazzowy

26-27 listopada był ostatnim festiwalowym weekendem  i jako taki obfitował w wyjątkowe wydarzenia.

Można by rzec, że Jazztopad przeprowadził zmasowany atak na miasto Wrocław. Pod kryptonimem “24hrun:What’s in the fridge?” połączone międzynarodowe siły jazzmenów dokonały brawurowej inwazji jazzu na Wrocław. Mózgiem tej akcji było dwoje młodych animatorów: Nadine Daventer, szefowa Inicjatywy “Jazzwerkruhr” z Zagłębia Ruhry i Piotr Turkiewicz, dyrektor programowy Jazztopadu. To oni byli pomysłodawcami akcji, która stała się elementem odbywajacego się właśnie w Polsce sezonu kultury Nadrenii Północnej Westfalii.

Już pierwsze sobotnie koncerty w klubie Puzzle oraz audiowizualne sety prezentowane po sąsiedzku  w Instytucie Grotowskiego zapowiadały mocne wrażenia. Nowoczesne brzmienia, rewelacyjne międzynarodowe trio Minsarah i świetnie układająca się współpraca z polskimi muzykami – to były pierwsze znaki szczególne tego niesamowitego weekendu.

Pełna niespodzianek niedziela rozpoczeła się “jazzowym śniadaniem”.  Było to poranne spotkanie przy kawie   międzynarodowego towarzystwa muzyków i organizatorów, które stało się impulsem do ożywionej rozmowy na temat roli festiwali, ich organizacji, miejsca we współczesnej kulturze, sposobach promocji młodych muzyków przy jednoczesnym zapewnieniu festiwalowej publiczności możliwosci wysłuchania największych gwiazd współczesnego jazzu.

Po śniadaniu przyszła pora na trochę ruchu. Zaczęła się najbardziej intrygująca część 24-godzinnego maratonu, czyli koncerty w prywatnych mieszkaniach. Jako, że odbywały się równolegle w różnych punktach miasta, logistycznego wsparcia udzieliło organizatorom i fanom jazzu wrocławskie MPK podstawiając do ich dyspozycji specjalny “jazzobus”. Atak był tak zagęszczony, że udało mi się uczestniczyć tylko w kilku koncertach. Czułem się tak jak by jazz trafił pod przysłowiowe strzechy. Niesamowita atmosfera gościnności, domowego ciepła, oryginalne wnętrza, wszystko to udzieliło się muzykom a publiczność była świadkami niecodziennych występów.  Również w klubach, kawiarniach i  księgarniach panowała  atmosfera święta jazzu. Nie wszędzie dopisała publiczność, która prawdopodobnie nie jest jeszcze przygotowana do takiego rodzaju ekspresji. Trzeba też pamietać i o tym, że w tym samym czasie odbywało się we Wrocławiu wiele innych wydarzeń kulturalnych. Mnie zachwyciła radość wspólnego grania muzyków różnych narodowości, którzy spotykali się i grali pierwszy raz. Szkoda tylko wielka, że tak mało było wsród nich Wrocławian. Zwieńczenie maratonu nastąpiło koncertem w filharmonii, gdzie wystąpiło trio Invisible Change, Maciej Obara Quartet, międzynarodowa  formacja złożona ze wszystkich uczestników City Run oraz w finale Uri Caine, który z towarzyszeniem zespołu Lutosławski Quartet i perkusisty Bena Perowsky’ego wykonał kompozycję zamówioną przez organizatorów specjalnie na Jazztopad.

Listopad 2011 był niesamowitym miesiącem, wypełnionym po brzegi jazzem w całym jego szerokim spektrum. Od legendarnego S.Rollinsa po awangardowych twórców współczesnej muzyki. Od koncertów dla koneserów w szacownych murach filharmonii po kameralne spotkania w prywatnych mieszkaniach i klubach. Od rana do nocy. Sam nie wiem jak to wytrzymałem ale warto było zarwać kilka nocy by uczestniczyć w tym jesiennym święcie mojej ulubionej muzyki.

Lech Basel

Już na płycie – Jazztopadowe Hadrony

“Hadrony” były pierwszą kompozycją zamawianą przez festiwal Jazztopad, prapremiera odbyła się w roku 2008. Teraz płyta Piotra Damasiewicza pod tym samym tytułem właśnie trafiła do sprzedaży. Materiał został nagrany przez Aukso – jedną z czołowych orkiestr kameralnych w Europie wraz z wybitnymi muzykami młodej polskiej sceny jazzowej.

Tytuł nawiązuje do badań z zakresu chromodynamiki kwantowej. Hadrony są to cząstki silnie oddziałujące złożone z kwarków. Im dalej się od siebie znajdują, tym silniej na siebie działają. Tak samo jest z muzyką mistrzów free-jazzowych z lat 60. Porzucili rytmikę na rzecz większej ekspresji, nadając swoje muzyce nowy wymiar. Z moją muzyką jest tak samo, opowiada Piotr Damasiewicz – zawarte na płycie kompozycje są połączeniem wielu stylów: free jazzu, klasyki oraz muzyki symfonicznej”.

Dyrektor Artystyczny Festiwalu Jazztopad - Piotr Turkiewicz i kompozytor Piotr Damasiewicz

Tegoroczej edycji festiwalu Jazztopad towarzyszyły ponadto jeszcze inne premiery płytowe:

Equilibrium, Macieja Obary   który wraz ze swoim zespołem wystąpi podczas niedzielnego koncertu Festiwalu JazzPlaysEurope!, Laboratory – zapis koncertu z klubu De Werf w Brugii z 11 listopada 2010w którym uczestniczyli: Kristina Fuchs, Olivier Maas, Roman Janoska, Ivann Cruz, Maciej Garbowski, Lander Cyselinck
The Art of FugueWrocławskiej Orkiestry Kameralnej Leopoldinum

Jazztopad. Weekend trzeci.

Marzeniem wielu fanów jazzu mojego pokolenia było usłyszenie Milesa Davisa na żywo. Król Jazzu był w Polsce dwukrotnie ale ja nie mogłem uczestniczyć w żadnym z tych wydarzeń. Doczekałem jednak czasów gdy sporo muzyków z jego stajni koncertuje w Polsce, przyjeżdża do Wrocławia. Był już Chick Corea, Wayne Shorter, Ron Carter, Dave Holland, John Mc Laughlin, Marcus Miller. A 19 listopada usłyszeliśmy we wrocławskiej filharmonii znakomitego saksofonistę Dave’a Liebmana, który zagrał w najmniejszym z możliwych zespole, w duecie  z pianistą Richie’m Beirachem.

Zupełnie  nieoczekiwanie koncert ten stał się dla mnie inspiracją do rozmyślań na temat czym właściwie jest jazz. A ściślej mówiąc czym on jest dla mnie. Z samą definicją istnieje odwieczny problem. Jest ich prawie tyle ile rozpraw na ten temat. Mi najbardziej spodobała się ta, którą w jednym z wywiadów dla “Jazz Forum” przedstawił Pat Metheny: “Wszystko jest jazzem i jazz jest wszystkim. Bo też czy chodzi tu tylko o sam styl w muzyce?”

W czasach mojej młodości, w tzw. PRL-u, jazz był dla mnie taką odrobiną wolności, dziedziną sztuki nie skrępowanej ani politycznie ani akademicko.Dzięki niemu miałem impuls do przełamywania schematyzmu estetycznego tamtych czasów przejawiajacego się zarówno  w sztuce jak i w życiu codziennym. Szukałem własnej drogi w życiu, stawałem się sobą. I chociaż nie uniknąłem wielu sztormów życiowych, raz byłem na wozie, raz pod wozem pozostałem mu wierny do dzisiaj. Bo to nie tylko styl w muzyce. To pewnego rodzaju sposób życia, stan umysłu. Sposób patrzenia na świat, rodzaj postawy otwarcia na zmiany jakie niesie życie.Minęło sporo lat. Dzisiaj znowu jest podobnie, chociaż inaczej. Jazz pozwala  mi bronić się przed zalewem sztuki masowej, która opanowała zarówno media tradycyjne jak i te nowe. Znowu dzięki niemu idę jakby trochę pod prąd.

Dziwnym zbiegiem okoliczności uzmysłowił mi to koncert Dave’a Liebmana i Richie’go Beiracha.

Przypomniał mi jak ważne jest i  w życiu i w sztuce  znalezienie sposobu wyrażania siebie.

I za to właśnie kocham jazz…

Lech Basel
fot. Joanna Stoga

Intymne dialogi w duecie

Zbliża się weekend a wraz z nim  dwa kolejne koncerty w ramach festiwalu Jazztopad. Będzie to kontynuacja nurtu duetów  rozpoczętego rok temu, gdyż jak  mówi dyrektor artystyczny tego festiwalu, Piotr Turkiewicz: “duety są najbardziej intymną formą muzycznego dialogu”.

Dyrektor Artystyczny Festiwalu Jazztopad - Piotr Turkiewicz

Pierwszy już za nami – Bobo Stenson i Jon Falt zagrali niesamowity koncert w ubiegłym tygodniu. W najbliższą sobotę zaprezentują się Dave Liebman z Richiem Beirachem. Pierwszy jest wieloletnim kompanem Milesa Davisa, a drugi porównywalnym z Chickiem Coreą pianistą. Czyżby zatem  zapowiadał się kolejny magiczny koncert…? Na pewno telepatyczny, gdyż obaj muzycy współpracują ze sobą od ponad 40 lat.

Co ciekawe, Dave Liebman wziął ze sobą ekipę realizatorską i będą dodatkowo kręcić dokument we Wrocławiu z koncertu z Richim Beirachem. Gwiazdor poprowadzi też warsztaty dla saksofonistów i pianistów jazzowych na Akademii Muzycznej, które będą jednocześnie okazją do spotkania i porozmawiania o muzyce. Lekcje mistrzowskie odbędą się 18 listopada w Sali Teatralnej Akademii Muzycznej (I p.), w godzinach 16.00 – 19.00.

Z jednej strony na festiwalu Jazztopad mamy wielkie gwiazdy, a z drugiej młodych muzyków, którzy jeszcze nie są znani publiczności międzynarodowej. Taka jest właśnie idea Jazz Plays Europe i Laboratorium, czyli projektu dla najzdolniejszych jazzmanów młodego pokolenia z całej Europy.

W najbliższą niedzielę, 20 listopada, we Wrocławiu, zagra siedmiu muzyków z siedmiu krajów. Później wyruszą w europejską trasę, w której Polskę reprezentować będzie perkusista Michał Bryndal. Poprzednie dwie odsłony projektu okazały się bardzo udane, więc na pewno publiczność i tym razem licznie stawi się, gotowa poddać eksperymentom w laboratorium.

Kinga Rękawiczna
fot. Lech Basel

Weekend pianistów

Dni 12-13 listopada 2011 roku mianuję weekendem pianistów. Podczas festiwalu Jazztopad we wrocławskiej filharmonii wystąpili Fred Hersch i Bobo Stenson. Sprezentowali nam dwa niezwykłe jazzowe koncerty – całkowicie odmienne muzycznie ale obydwa na niesamowitym poziomie artystycznym.

Fred Hersh Trio: John Hebert - kontrabas, Eric McPherson - perkusja, Fred Hersch - fortepian

Moim głównym problemem przy odbiorze sztuki jest wprawienie umysłu w stan otwartej tu i teraz pustki. Pustki umożliwiającej czysty, pozbawiony jakichkolwiek obciążeń intelektualnych czy też emocjonalnych odbiór tego, co artyści chcą przekazać. W muzyce jest to stosunkowo najłatwiej osiągnąć ale… nie lubię łączenia jazzu z muzyką zwaną symfoniczną. To jedno z głównych założeń festiwalu Jazztopad traktowałem od zawsze jako koszt, stosunkowo niewysoki, jaki muszę ponieść za możliwość słuchania czystego jazzu na najwyższym światowym poziomie. Nie inaczej było i w sobotę. Miałem zamiar wysłuchać Freda Herscha grającego solo i w trio, a po przerwie, w części z Orkiestrą Symfoniczną, po prostu opuścić salę. I w zasadzie to zrobiłem. Choć nie dosłownie…
Poczułem, że udało mi się ten stan pustki osiągnąć. Że nic prawie nie wiedząc o występujących jazzmanach całym sobą chłonąłem ich muzykę. Zostałem do końca koncertu i do dziś naprawdę mnie wciągnęło. To mój czwarty Jazztopad i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się abym takimi kombinacjami był usatysfakcjonowany. Czy sprawiła to kompozycja , tak mocno osadzona w tradycji pianistyki, że przez większość czasu miałem wrażenie słuchania klasycznego koncertu fortepianowego, czy też świetna gra kontrabasisty zapewniającego całości jazzową pulsację, a może kapitalnie prowadzona orkiestra nie wprowadzająca tak mnie zawsze irytującego dysonansu między jazzem a klasyką? A może po prostu starzeję się i powoli kruszą się moje uprzedzenia? Prawdę mówiąc to chyba wszystkie te czynniki miały swój wpływ na fakt, że wychodziłem nareszcie usatysfakcjonowany.

Fred Hersch Trio / Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Wrocławskiej

Niedzielny wieczór zapowiadał sie jeszcze trudniej. Bowiem o Bobie Stensonie wiedziałem dużo wiecej niż o Fredzie Herschu. Kwartet Stensona i Garbarka to był kultowy zespół mojej młodości. Ich płyt słucham do dzisiaj z ogromną przyjemnością. Gdy rozeszły się artystyczne drogi moich idoli, z taką samą uwagą śledziłem twórczość i jednego i drugiego. Z tym, że Jana Garbarka na żywo w Polsce usłyszałem o wiele wcześniej i to już kilkakrotnie. Natomiast ze Stensonem to było moje pierwsze spotkanie.  Jakże trudno było mi uniknąć skojarzeń, tym bardziej, że jestem również miłośnikiem skandynawskiej literatury i filmu.  I nie uniknąłem. Chociaż jako wzrokowiec i fotograf z zamiłowania, wspomagam słuchanie  muzyki patrzeniem na nią, to tym razem musiałem zamknąć oczy. Niezwykle widowiskowa i dowcipna gra perkusisty rozpraszała mnie bowiem i utrudniała odbiór. A gdy zamknąłem oczy to jak w zaczarowanym kinie przesuwały mi sie przed nimi obrazy z filmów Bergmana, zapamiętane sceny z czytanej ostatnio książki Jona Stefanssona pt. “Niebo i piekło”, czy też kilku innych. Z fortepianu płynęły dżwięki jakie chciałbym słyszeć od urodzenia po koniec moich dni…

Jon Fält

Taka muzyka ma niezwykłą moc. Potrafi  przekraczać wszelkie granice, docierać tam, gdzie nie docierają żadne słowa, żadne myśli, zabiera do samego sedna. Jak łatwo przy niej oderwać się od realnej rzeczywistości, zapomnieć o codziennych problemach, zagubić się w czasie i przestrzeni. Taka muzyka łączy ludzi, sprawia,ze nie czujemy się samotni.

Bobo Stenson i Jon Fält

Być może brzmi to wszystko pompatycznie. Ale miałem ogromną przyjemność rozmawiać z Bobo Stensonem tej nocy w klubie festiwalowym Puzzle. Mogłem przekazać Mu swoje wrażenia i odczucia. Uzyskałem Jego zrozumienie i akceptację. Chyba nie ma nic cenniejszego na styku twórca i odbiorca .

Lech Basel

FOTOGALERIA Z KONCERTU

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.