26-27 listopada był ostatnim festiwalowym weekendem i jako taki obfitował w wyjątkowe wydarzenia.
Można by rzec, że Jazztopad przeprowadził zmasowany atak na miasto Wrocław. Pod kryptonimem “24hrun:What’s in the fridge?” połączone międzynarodowe siły jazzmenów dokonały brawurowej inwazji jazzu na Wrocław. Mózgiem tej akcji było dwoje młodych animatorów: Nadine Daventer, szefowa Inicjatywy “Jazzwerkruhr” z Zagłębia Ruhry i Piotr Turkiewicz, dyrektor programowy Jazztopadu. To oni byli pomysłodawcami akcji, która stała się elementem odbywajacego się właśnie w Polsce sezonu kultury Nadrenii Północnej Westfalii.

Już pierwsze sobotnie koncerty w klubie Puzzle oraz audiowizualne sety prezentowane po sąsiedzku w Instytucie Grotowskiego zapowiadały mocne wrażenia. Nowoczesne brzmienia, rewelacyjne międzynarodowe trio Minsarah i świetnie układająca się współpraca z polskimi muzykami – to były pierwsze znaki szczególne tego niesamowitego weekendu.
Pełna niespodzianek niedziela rozpoczeła się “jazzowym śniadaniem”. Było to poranne spotkanie przy kawie międzynarodowego towarzystwa muzyków i organizatorów, które stało się impulsem do ożywionej rozmowy na temat roli festiwali, ich organizacji, miejsca we współczesnej kulturze, sposobach promocji młodych muzyków przy jednoczesnym zapewnieniu festiwalowej publiczności możliwosci wysłuchania największych gwiazd współczesnego jazzu.

Po śniadaniu przyszła pora na trochę ruchu. Zaczęła się najbardziej intrygująca część 24-godzinnego maratonu, czyli koncerty w prywatnych mieszkaniach. Jako, że odbywały się równolegle w różnych punktach miasta, logistycznego wsparcia udzieliło organizatorom i fanom jazzu wrocławskie MPK podstawiając do ich dyspozycji specjalny “jazzobus”. Atak był tak zagęszczony, że udało mi się uczestniczyć tylko w kilku koncertach. Czułem się tak jak by jazz trafił pod przysłowiowe strzechy. Niesamowita atmosfera gościnności, domowego ciepła, oryginalne wnętrza, wszystko to udzieliło się muzykom a publiczność była świadkami niecodziennych występów. Również w klubach, kawiarniach i księgarniach panowała atmosfera święta jazzu. Nie wszędzie dopisała publiczność, która prawdopodobnie nie jest jeszcze przygotowana do takiego rodzaju ekspresji. Trzeba też pamietać i o tym, że w tym samym czasie odbywało się we Wrocławiu wiele innych wydarzeń kulturalnych. Mnie zachwyciła radość wspólnego grania muzyków różnych narodowości, którzy spotykali się i grali pierwszy raz. Szkoda tylko wielka, że tak mało było wsród nich Wrocławian. Zwieńczenie maratonu nastąpiło koncertem w filharmonii, gdzie wystąpiło trio Invisible Change, Maciej Obara Quartet, międzynarodowa formacja złożona ze wszystkich uczestników City Run oraz w finale Uri Caine, który z towarzyszeniem zespołu Lutosławski Quartet i perkusisty Bena Perowsky’ego wykonał kompozycję zamówioną przez organizatorów specjalnie na Jazztopad.
Listopad 2011 był niesamowitym miesiącem, wypełnionym po brzegi jazzem w całym jego szerokim spektrum. Od legendarnego S.Rollinsa po awangardowych twórców współczesnej muzyki. Od koncertów dla koneserów w szacownych murach filharmonii po kameralne spotkania w prywatnych mieszkaniach i klubach. Od rana do nocy. Sam nie wiem jak to wytrzymałem ale warto było zarwać kilka nocy by uczestniczyć w tym jesiennym święcie mojej ulubionej muzyki.
Lech Basel