5 lat, 10 edycji, 6000 uczestników – Audio City

26 listopada Browar Mieszczański we Wrocławiu zamieni się w pełną energii świątynie dźwięków elektronicznych. Rozpocznie się 10 edycja festiwalu Audio City – jednego z najważniejszych wydarzeń sceny elektronicznej w Polsce.

Połączone kolektywy ze scen acid, elektro, dubstep,  minimal, techno, czy trance oraz wielu, wielu innych przyciągają spore grono fanów. Przyjeżdżają z całej Polski, a nawet spoza granic kraju, m.in. z Wysp Brytyjskich, Niemiec, Czech, Włoch, Francji a nawet Hiszpanii. W ubiegłym roku Audio City odwiedziło ponad 1000 uczestników, łącznie, przez 5 lat było ich ok. 6 tys.

Podczas tegorocznej edycji zobaczymy 3 zróżnicowane sceny muzyczne, a na nich – światowej sławy gwiazdy d’n'b, techno i dźwięków gritty: Panacea, Patrick DSP oraz Monoloc. Oprócz scen techno i d’n'b można będzie zanurzyć się w dźwiękach i scenografii psychodelic trance. Lineup uzupełnią znaczące postacie polskiej sceny elektronicznej i wschodzące młode talenty. Łącznie 11 godzin muzyki zapewni 16 dj.

Będą też nowości: projekt audio-wizualny, afterparty oraz catering. A wszystko to po to, aby zapewnić jeszcze lepsza imprezową atmosferę, chociaż ponoć sama atmosfera w Browarze Mieszczańskim jest wyjątkowa i niepowtarzalna

Teraz czekamy na sobotę ;)
26.11.2011r. – Browar Mieszczański;
start godz. 21:00

cena: przedsprzedaż 35 zł / w dniu imprezy 50 zł


Dekada z ambientami

Czy wyobrażacie sobie taką sytuację: spoglądacie na półkę (względnie foldery na dysku ;) ) i zastanawiacie się, którego ze swoich ulubionych wykonawców chcielibyście usłyszeć we Wrocławiu..?  I wiecie, że realnym jest spowodowanie, by tutaj zagrał?

To jest możliwe. Taki właśnie komfort mają Maciej Frett i Arkadiusz Bagiński – organizatorzy Wrocław Industrial Festival. Właśnie mija dziesięć lat od pierwszej edycji. W tym czasie WIF zyskał międzynarodową sławę i stał się listopadowym świętem elektronicznej awangardy. Bez wielkiej promocji, bo wieści o festiwalu roznoszą się „pocztą pantoflową”. Krążą opinie, że  to jeden z najciekawszych czy najlepszych festiwali, w Polsce wszyscy zainteresowani o nim wiedzą. Plakaty rozwieszane we Wrocławiu są raczej formą informacji dla mieszkańców.

Fani industrialu ściągają tutaj z najodleglejszych zakątków świata. Przeważnie są to Czesi, Francuzi,  Austriacy, Niemcy, Holendrzy, Białorusini, Rosjanie – wyliczają Frett i Bagiński. – Mieliśmy też gości z Serbii, Rumunii i Obwodu Kaliningradzkiego, pojawiły się nawet grupy z Meksyku i Izraela  czy Japonii.

Najwyraźniej samoistnie działa tutaj hasło: „Wrocław the meeting place”.

.

10 lat minęło

Na początku funkcjonowania Wrocławskiego Festiwalu Industrialnego występowało 8-10 zespołów, przyjeżdżało ok. 200 osób, większość z Wrocławia, promocja była jedynie lokalna, a festiwal nie zarabiał na siebie, w najlepszym przypadku koszty się zwracały – opowiada Arkadiusz Bagiński. – Teraz proporcje się odwróciły. Wrocławianie są małym procentem uczestników, a przyjeżdżają ludzie z całej Polski i Europy. – Dla nich ten festiwal jest świętem na które zjeżdżają się wszyscy dawni znajomi z różnych stron kraju.

Myśleliśmy kiedyś o przeniesieniu festiwalu na lato, tak samo jak z zmianie miejsca koncertów, lecz wszyscy nam to odradzali, tłumaczy Frett. - Termin listopadowy jest  klimatyczny i pasuje atmosferą. Są liście, jesień, szybko zapada zmrok, a ta dziwna i mroczna muzyka dobrze się komponuje z taką aurą. Dodatkowo modlitewna sala gotycka w której odbywają się koncerty, doskonale odpowiada estetyce muzyki i może pomieścić do 450 osób.

Po pierwszej edycji w 2001 roku festiwal został zawieszony na rok, choć wtedy nie przypuszczaliśmy, że będzie to cykliczna impreza, mówi Maciej Frett.  Arkadiusz Bagiński dodaje: startowaliśmy od funkcjonowanie galerii industrialnej, która niestety prędko zakończyła działalność. Dzieła industrialno-awangardowe nie cieszyły się powodzeniem, choć teraz osiągają zawrotne ceny. Teraz także myślimy o jakimś stałym miejscu w którym będzie znajdowało się biuro festiwalowe z kawiarenką czy galerią, albo miejscem, gdzie będą odbywały się mniejsze koncerty, opowiadają organizatorzy.

Jubileuszowe podsumowanie

Pierwsze przemyślenia po festiwalu zawsze są dobre, choć jesteśmy bardzo zmęczeni – odpowiadają zgodnie organizatorzy. Najważniejsze, że nasza całoroczna, intensywna praca przyniosła efekty, a i zespoły wyjeżdżają zadowolone. W ciągu następnych dwóch tygodni musimy mieć dokładną wizję następnego festiwalu, trzeba określić budżet i pisać aplikacje o fundusze. To najgorszy okres, dla ludzi festiwal już się skończył, dla nas potrwa jeszcze do końca roku. Zaczynamy się już kontaktować z zespołami, które zagrają w przyszłym roku – mówi Maciek Frett i pokazuje dwie strony zapisanego notatnika z pomysłami na kapele, które chce zaprosić na XI edycję WIF.  To on zajmuje się wyborem tzw. line-upu. Jako lider postindustrialno-ambientowej formacji Job Karma siedzi mocno w temacie, jest fanem gatunku. Jego zespół jeździ po świecie i koncertuje, nawiązując kontakty, które później procentują podczas organizacji festiwalu. Frett pytany, czym się kieruje przy ustalaniu festiwalowych wykonawców, odpowiada ze śmiechem, że przegląda półkę z płytami i zastanawia się, kto jeszcze nie występował we Wrocławiu i kogo chciałby usłyszeć. Tak naprawdę podczas trwania festiwalu organizatorzy nie mają czasu na posłuchanie nawet jednego pełnego występu.

Zawsze zależy nam, aby na WIF przyjeżdżały zespoły unikalne, które nie  grają dużo, najlepiej takie, które nie  grały jeszcze w tej części Europy, mówi. – Albo takie, które w ogóle nie  grają, śmieją się obaj panowie. Udało się na przykład ściągnąć Clock DVA, legendarny zespół, który w 1995 roku zakończył wszelką aktywność. Korespondowałem przez 3 lata z Adim Newtonem i wreszcie w tym roku reaktywował zespół i wystąpił jako THE ANTI GROUP w BWA oraz jako Clock DVA w Sali Gotyckiej, opowiada z zadowoleniem Maciek Frett. – To było elektryzujące wydarzenie dla fanów z całej Europy. Tak samo jak występ Psychic TV czy Merzbow.

Arkadiusz Bagiński wylicza: dwa lata temu udało nam się ściągnąć Soisonga, współtwórcę legendarnej formacji COIL, który zagrał we Wrocławiu jeden ze swoich ostatnich koncertów przed śmiercią.  A Frett dodaje: od 2005 roku grają u nas ikony stylu, angielskie kapele z lat 80-tych, które aktywowały się specjalnie na festiwal, jak Konstruktivist czy Cindytalk. Dobry odbiór ze strony publiczności sprawił, że teraz ponownie koncertują.

Mamy też projekty specjalne, np. utwory na temat Wrocławia.  W tym roku kultowy utwór „Wroclaw in the rain” został zagrany przez angielskiego Sieben w nowej wersji z elektroniczną aranżacją wrocławskiego zespołu Job Karma.

Na wiosnę pojawi się płyta studyjna z tej współpracy. Projekt7JK zatytułowany będzie „The united sounds of Wroclaw and Sheffield”. To znaczący tytuł, ponieważ Sheffield jest kluczowym miastem dla kultury industrialu w Anglii, a Wrocław jest najbardziej kojarzonym z industrialem miastem w Europie Wschodniej – tłumaczy Maciek Frett.

Ciekawostką jest, że mimo niższego wynagrodzenia, jakie otrzymują zespoły za swój występ, nasza część Europy staje się modna. Węgry, Czechy, Polska, Rumunia – to miejsca, gdzie kapele chcą koncertować.  Oprócz tego zespoły, które przyjeżdżają na WIF to przyjacielscy i niezwykle mili ludzie, opowiadają organizatorzy. – Nie spotkaliśmy się jeszcze z żadnym narzekaniem czy przysłowiowym „gwiazdorzeniem” ze strony muzyków. Jedynym problemem okazywało się zazwyczaj to, że w Polsce 11 listopada wszystko – sklepy, restauracje – były zamknięte.

Naprzeciw stereotypom

Gości festiwalu od razu można rozpoznać. To często osoby oryginalnie wystylizowane, ubrane na czarno, z tatuażami lub piercingiem. I wbrew potocznej, często krzywdzącej opinii to osoby kulturalne, wykształcone i przede wszystkim… spokojne. Dlatego WIF łamie stereotypy. Jest platformą wymiany kulturalnej. Znajdują się tutaj stanowiska wydawnicze z książkami i płytami. Co najważniejsze – w ciągu dziesięciu lat trwania festiwalu nie wydarzył się żaden incydent. 

Organizatorzy opowiadają, że publiczność festiwalowa jest ze sobą zaprzyjaźniona. Kontakty przenoszą się do Internetu, gdzie trwa wymiana myśli i trendów. Podczas ostatniej edycji WIFu powstało forum internetowe, na którym grupa sama zorganizowała się na spotkanie i obiad w Dworze Polskim. Oprócz tego wrocławscy fani pokazywali zagranicznym ciekawe miejsca i oprowadzali po mieście. To nie było przez nas inicjowane – mówi Arkadiusz Bagiński. A Maciek Frett dodaje, że to właśnie jest undergroundowa i familijna otoczka festiwalu, tak bardzo ceniona przez fanów. – Dlatego nie chcielibyśmy stać się imprezą masową, choć cały czas rozważamy, czy otworzyć się na szerszą publiczność.

Jako największą wartość swojej dziesięcioletniej działalności przy festiwalu wymieniają więc satysfakcję z poznawania nowych ludzi, możliwość promowania Wrocławia za granicą oraz zadowolenie gości i fanów. Jubileusz planują uczcić imprezą z tortem… ale dopiero jak odpoczną ;)

Kolejne wydarzenia dla fanów industrialu

Gdyby komuś mało było  ambientalnych i elektroncznych dźwięków, nie będzie musiał czekać pełnych dwunastu miesięcy do kolejnego Wrocław Industrial Festival. Już na wiosnę odbędzie się nowa odsłona Rytuału, multimedialnego projektu, co roku w innej tematyce. Najbliższy utrzymany będzie w klimacie medycznym, obszarze eksperymentów oraz handlu narządami. Ta impreza jest darmowa.

Arkadiusz Bagiński zapowiada, że z okazji Rytuału będzie  wyświetlany 20-minutowy film 3D w estetyce elektroniki. Zostały już wykonane zdjęcia w  technologii motion capture, a  Job Karma i Sieben, czyli Matt Howden, nagrają muzykę  (możemy się spodziewać m.in. tych samych utworów, które zostały zaprezentowane na otwarciu X. WIFu).

Następnym wydarzeniem, o którym warto pamiętać, będzie Energia dźwięku, która odbędzie się prawdopodobnie w maju. Oprócz tego wiosną możemy się  spodziewać premiery wspomnianej wyżej płyty 7JK.

Z organizatorami Wrocław Industrial Festiwal Maciejem Frettem i Arkadiuszem Bagińskim rozmawiała Kinga Rękawiczna.

Industrialny after w Liverpoolu

Dziś ostatni dzień Industrial Festival. Jubileuszowa, dziesiąta edycja, udała się doskonale. Przez trzy dni nad Wrocławiem niepodzielnie panowała elektronika. Salę gotycką wypełnili fani industrialu z całej Europy. Niektórzy uczestniczą w festiwalu od samego jego powstania, inni przyjechali raz i teraz ściągają całe grupy znajomych, nawet z Londynu czy Belfastu. Jak mówią – tutaj jest po prostu dobry klimat.

Bo Industrial jest festiwalem wyjątkowym. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że najbardziej wyjątkowym we Wrocławiu.

Mało? ;) Jeszcze dziś w klubie Liverpool mamy szansę zasięgnąć trochę pofestiwalowego “after party”  i zanurzyć się w elektronice i ambientach. Już od 18.30 będzie się tam działo.

Sobota 13.11.11
club LIVERPOOL – 18:30 doors

19:00 FILM DOKUMENTALNY
O WROCLAW INDUSTRIAL FESTIVAL pt.:

„ZIMNA MUZYKA , ZIMNY PRĄD”
20:00 KALEKA
21:00 KAKOFONIKT
22:00 HYBRYDS
23:00 DJs: WIKTOR SKOK,
DJ: ERIC

Industrialne dźwięki nad Wrocławiem

10 listopada rozpoczyna się najbardziej wyjątkowy festiwal w naszym mieście i największy tego rodzaju we wschodniej Europie i jeden z najważniejszych organizowanych w świecie! To Industrial Festival, podczas którego połączone zostaną siły sztuki i muzyki współczesnej, elektronicznej awangardy i video-performance.

W najbliższych dniach do Sali Gotyckiej zawitają artyści nurtu industrialnego z całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Koncerty odbywać będą się także w kościele Marii Magdaleny, galerii BWA Awangarda i klubie Liverpool.

Na tą ważną, bo już dziesiątą edycję organizatorzy zaprosili gwiazdy industrialu, m.in.: Zoviet France, Clock Dva, Amber Asylum, Der Blutharsch & The Infinite Church of Leading Hand, Thighpaulsandra, a także polskie Karpaty Magiczne. Specjalny występ zapowiedziała też wrocławska Job Karma z angielskim Sieben w projekcie 7JK.

Pełną listę wykonawców i więcej o festiwalu przeczytamy na stronie organizatora www.industrialart.eu

W oczekiwaniu na rozpoczęcie zapraszam na małą powtórkę z zeszłorocznego festiwalu.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.