Urodziła się w Libii. We Wrocławiu studiuje na Akademii Sztuk Pięknych. Na pytanie: Dlaczego tworzy akurat murale?, odpowiada, że to po prostu wciąga!
Jak właściwie nazywasz to, co robisz? Graffiti? Street art? Murale? Czym się różnią?
Sarah Bougsiaa: Graffiti to część kultury Hip-Hopowej, która powstała w latach 60′/70′ w Nowym Jorku. Na początku były to tylko tagi, później przekształciły się w większe litery, hasła, z czasem doszły postacie. Graffiti było także formą walki z problemami dotykającymi ówczesne społeczeństwo. Dzisiaj jest inaczej – dla nas to czysta przyjemność. Street art natomiast jest szerszym terminem, ponieważ łączy w sobie i graffiti, i wlepki, i plakaty, i szablony – to sztuka w otwartej przestrzeni. Mural to po prostu malunek na murze lub ścianie.
Od dawna malujesz?
Pierwszą pracę na ścianie zrobiłam w 2007 roku.
Zawsze chciałaś tworzyć murale, czy zaczęło się od kredek i bloku rysunkowego?
Rysuję i maluję odkąd pamiętam, jestem również studentką Akademii Sztuk Pięknych. Sztuka uliczna pociągała mnie zawsze, ale dopiero niedawno odważyłam się jej spróbować.
Spróbowałaś i…?
Szczerze, to mnie po prostu wciągnęło! Sprayem maluje się o wiele szybciej, niż pędzlem czy innym narzędziem, bardziej pokrywa ścianę i kreska przy kresce wygląda czysto.
Co przedstawiają Twoje dzieła? To w większości tagi? Obrazy?
Tagi są to małe proste napisy, jeśli chodzi o murale, to jestem wierna początkom graffiti i robię litery, które zazwyczaj przedstawiają mój pseudonim.

Dopiero, gdy łapiesz za spray wpadasz na pomysł co namalujesz?
Najczęściej najpierw rysuję na kartce i wybieram kolorki, dopiero potem przenoszę to na ścianę, ale różnie to bywa, czasem też trzeba trochę poimprowizować.
Masz jakieś ulubione miejsca, w których tworzysz?
Zostaję przy ścianach. Nie maluję np. na pociągach. Tak, jak mówiłam, w latach 60′/70′ malowali w każdym miejscu, żeby się pokazać i zyskać szacunek. Dzisiaj żyjemy w innych czasach, nie trzeba nic nikomu udowadniać malując gdzie popadnie.
Angażujesz się w większe projekty, czy wolisz malować sama?
Sama jeszcze nie malowałam, zawsze maluję ze znajomymi. A jeśli chodzi o jakieś większe przedsięwzięcia, to malowałam na tak zwanych Graffiti Jam’ach.
To coś w stylu konkursu, czy po prostu większe malowanie?
Większe malowanie. Ale oczywiście są też akcje typu bitwa na tagi, czyli kto zrobi ładniejszy, kształtniejszy napis.
Chciałabyś zarabiać na życie robiąc graffiti, czy tylko „podziemie” ma swój urok?
Oczywiście, chciałabym brać udział w czymś takim, mógłby to być finansowy zastrzyk, ale niekoniecznie chciałabym żyć tylko z tego.
Patrząc na Twoje grafy, widać w nich kobiecą rękę. Istnieje coś takiego jak żeńskie graffiti? Koledzy „po fachu” są mu przychylni?
Graffiti jest jedno, artysta jest po prostu innej płci. Jasne, to też wpływa na sztukę, większość graffiti robionego przez kobiety jest zazwyczaj delikatniejsze, litery są często okrąglejsze, kolory żywsze, ale nie ma reguły. Moim zdaniem nie powinno się rozróżniać graffiti na męskie i żeńskie. Jest dużo prac kobiet, po których nie poznałoby się płci autora. Najlepszym przykładem takiej artystki jest Mad C z Niemiec. A koledzy? Oczywiście są przychylni, nawet bardzo, na widok kobiety z puszką reagują często jak na jakieś zjawisko.
Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Iga Michałkiewicz