Zielony Biskupin

ul. Karola Olszewskiego

Przechadzając się ulicami Biskupina łatwo zapomnieć, że jest się w trzecim co do wielkości mieście Polski. Nawet główna ulica osiedla nie przypomina hałaśliwej miejskiej drogi, a raczej leśną aleję.

Boczne uliczki zielenią się ze wszech stron. Można się tu wyciszyć i odpocząć – parasole z bujnych koron drzew chronią przed największym upałem.

Wrocławskie osiedle Biskupin znajduje się we wschodniej części miasta i należy do dzielnicy Śródmieście oraz Wielkiej Wyspy łączącej: Dębie, Sępolno, Szczytniki, Bartoszowice, Zacisze, Zalesie i Biskupin. Jego nazwa wywodzi się z tłumaczenia niemieckiej: Bishofswalde (Bischof znaczy biskup). Południową granicą osiedla jest Odra. Charakterystyczna zabudowa to wille jednorodzinne i domy wielorodzinne, w większości otoczone ogrodami. Osiedle zostało przyłączone do Wrocławia w 1928 roku.

Na Biskupinie swoje miejsce otrzymali także studenci. Znajdują się tutaj dwa z Wydziałów Uniwersytetu Przyrodniczego: Biologii i Hodowli Zwierząt oraz Nauk o Żywności, a także akademiki i obiekt sportowy tej uczelni przy ul. Chełmońskiego.

Wydział Biologii i Hodowli Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego

Wybudowane tutaj zostały również najsłynniejsze akademiki Politechniki Wrocławskiej, tzw. “teki”, a po drugiej stronie przystanku przy ul. Tramwajowej ukrył się jeden akademik Uniwersytetu Wrocławskiego, żeński dom studencki, Pancernik.

Akademiki Politechniki Wrocławskiej przy ul. Wittiga, tzw. "teki"

Co by jednak o Biskupinie nie pisać… największego czaru nadają mu przede wszystkim urokliwe skwery, parki i okalająca go rzeka Odra, gdzie wrocławianie zażywają ruchu, sportu oraz odpoczynku.

Skwer przy ul. Józefa Chełmońskiego

 Iga Michałkiewicz

Dlaczego Krzyki?

Z jednej strony parki, skwery i ciągnące się wzdłuż dróg pasy zieleni, z drugiej – samochody, tramwaje i autobusy – ulice tętniące życiem. Jak wszędzie na Ziemi i tu jest kilka takich miejsc, by zapomnieć i kilka, by pamiętać, kilka, by odpocząć, kilka, by się rozerwać.

Zabytkowe budowle i modernistyczne drapacze chmur stoją tu obok siebie niewzruszone różnicą wieku.

Dlaczego “Krzyki”? Teorii na ten temat jest wiele… Bez wątpienia nazwa została wymyślona dla celów statystycznych i administracyjnych. Między rokiem 1845 a 1945 dzielnica nosiła niemiecką nazwę “Krietern” (Kłótnicy). Tego, czy jej ówcześni mieszkańcy byli specjalnie niezgodni, nie wiadomo na sto procent. Pewne jest jedno – w celu wyjaśnienia etymologii tej nazwy, Wrocławianie puścili wodze wyobraźni. Przedstawiamy jedną z teorii i zachęcamy do przedstawiania swoich.

Nazwa “najgłośniejszej” dzielnicy miasta wzięła się od imienia jednego z najstarszych wrocławskich krasnali – sędziwego Krzyka, który założył tam swoje małe imperium 18 nowembra 730 roku. Na Krzykach nie zawsze było kolorowo… Według oficjalnej Kroniki najmniejszych obywateli, dzielnica przeżywała trudne historyczne chwile: 18 marca 1968 roku do Wrocławia przyszła odwilż moralna. Dorośli mieszkańcy Krzyków golili sobie prawą pachę, a ich kobiety paliły na stosie książki kucharskie. Widywano także młodzież (czytaj: Krasnale w wieku stu lat) wyżywającą się na myszach polnych, oczywiście tylko artystycznie. Nieznośne dźwięki wytwarzaczy pilśniowych zmuszające do wrzasku pozbawiły Krzyka głosu. Na szczęście cała zgraja jego przyjaciół wciąż zamieszkuje tę część Wrocławia. Porządku na Uniwersytecie pilnuje Ekonomek.

Krzyki to miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Można tu liczyć na rozrywkę (m. in. tor wyścigów konnych Partynice, Wrocławski Teatr Pantomimy), mimo bezpośredniego sąsiedztwa z centrum miasta znaleźć wiele cichych i zielonych miejsc oraz podziwiać zabytkowe budowle. Godne odwiedzenia są chociażby: stary cmentarz żydowski udostępniony do zwiedzania jako muzeum, prezentujący sztukę nagrobną, oraz wieża ciśnień zbudowana w stylu eklektycznym (połączenie secesji i neogotyku).

Iga Michałkiewicz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.