O czym pisać w lutym? Jaki Wrocław przedstawić? Oczywiście że zakochany, bo to przecież dziś są Walentynki. Więc jaka jest miłość we Wrocławiu? Z pomocą przychodzi książka Miłość we Wrocławiu, w której nie obywa się bez twórców fantastyki i wątków na pograniczu świata realnego…
Perfidna miłość na siedmiu schodach
Gdyby, jak robią to niektórzy, przeczytać z opowiadania Ziemiańskiego jedynie początek i koniec, na usta cisną się dwa sformułowania z którymi ciężko napisać dobrą recenzję. Bo pozornie opowiadanie jest nie dość że strasznie przewidywalne (i już w pierwszych akapitach domyślamy się kim jest tajemnicza Marta, a na dodatek autor wręcz sugeruje to już na początku), to ma dodatek zakończone jest ckliwym, harlequinowskim banałem. Jednak to kunszt mistrza (i wzbudzona na zamówienie perfidia) sprawia, że dosyć szybko porzucamy początkowe domysły niczym absurdalną paranoję. Gdy z kolei nasz bohater wreszcie pokonuje przeklęte siedem schodów, coś w czytelniku się burzy, krzyczy: „To nie może się tak skończyć, nawet życie tak brutalnie nie pozbawia nas naszych marzeń, jakaś sprawiedliwość musi być”. Dzięki nagłym zwrotom akcji banalne zakończenie okazuje się zaskakującym i nie drażni już jego landrynkowość – bo tak właśnie powinna zakończyć się ta historia. Więc aby sprawiedliwości stała się zadość, fikcja musi stać się rzeczywistością – i tak właśnie się staje.

Miejsce stanowiące impuls do odrodzenia miłości
Przechodnie problemy miłości
Niejedna miłość rozpada się, gdy początkowe oczarowanie ustępuje miejsca szarości życia codziennego. Jeden problem zasłania drugi, i nawet nie zauważamy, gdy niepielęgnowane uczucie zamiera skryte gdzieś za obowiązkami. Niektórzy mają to szczęście samemu zauważyć rozpad miłości, niektórym potrzebna jest pomoc Istvana, istoty pozornie takiej jak każdy z nas, ludzkiej… lecz czy na pewno? Choć wszystkie jego umiejętności daje się jakoś racjonalnie wytłumaczyć, to jednak odnoszę wrażenie, że to jakiś posłaniec Boga, który tuła się po świecie aby spełniać coraz to kolejne misje. Taki anioł – ale nie taki z obrazka, z wielkimi skrzydłami którymi mógłby przypadkowo przetrącić komuś żebra nawet tego nie zauważając, a właśnie taki rzadko spotykany w sztuce, niepozorny, nie wyróżniający się w tłumie, a mimo to do nie do końca realny. I taki właśnie anioł sprawia, że niedawni kochankowie przypominają sobie, co sprawiło że postanowili kiedyś połączyć nitki swych żyć i jaką radość potrafili sobie sprawić…
Mroczna miłość z Odrą w tle
Orbitowski piszący ckliwe opowiastki o miłości? Ech, gdzieżby on… Miłość opisana przez Orbitowskiego oczywiście musi być mroczna jak muł na dnie rzeki. I taka właśnie jest Oddana, w której z mułu osiadającego na dnie Odry wyłania się potwór, który pochłania coraz to kolejnych członków rodziny naszego bohatera. Choć wszystko zaczyna się od opisu powodzi, to jednak wielka woda staje się jedynie pretekstem do pokazania zarówno historii samego Wrocławia, jak i przeklętej historii jednego z jej mieszkańców. Lepiej dla żywych, żeby topielcy na zawsze pozostali pod wodą… i nie mówię tu oczywiście o jakiejś banalnej hordzie zombiaków. Potwory Orbitowskiego są o wiele straszniejsze, choć jakże ludzkie…
Dantejskie sceny w katedrze
Choć opowiadanie Wojciecha Kuczoka samo w sobie nie zawiera wątków fantastycznych, jednak sam sposób napisania sprawił, że nie można go pominąć. Choć pojawiająca się w tytule ekfraza wydaje się znaczeniowo niepasująca do treści, jednak samo brzmienie tego słowa sprawia, że chyba żadne inne nie pasowałoby tu bardziej. Zaledwie odrobina pikanterii w tym opowiadaniu sprawia, że przed oczami stają sceny orgii niemieckich staruszków w podziemiach zabytkowej katedry (co akurat nie ma miejsca w opowiadaniu). Obrzydliwa perwersja? Owszem, ale jakże piękna bo przecież wcale jej tam nie ma…
Miłość zmumifikowana

Tej miłości zdecydowanie brakuje elektrowstrząsów
Niestety, przewrotny talent Pilipiuka objawił się jedynie w serii opowiadań opowiadających losy bimbrownika Jakuba Wędrowycza. Choć przejawy kreatywności pojawiają się jeszcze w„Wampirze z M-3”, to już reszta jego książek to prostu składnie i logicznie napisane powieści, w których wydarzenia dzieją się jakby mechanicznie, jedno po drugim, nie wzbudzając zainteresowania czytelnika. Dokładnie takie jest zabójstwo na Maślicach, oddane raczej w formie bezdusznego raportu policyjnego z przebiegu śledztwa. Poszedłem tam, byłem tu, przesłuchałem świadka, sprawdziłem miejsce zbrodni. Ot, kolejne czynności wykonane z podręcznikowej listy poprawnie przeprowadzonego procesu poszukiwania sprawcy. Choć archeolog z zawodu dzieli się z czytelnikiem tajemnicami jakże ciekawego procesu mumifikacji zwłok (a właściwie żyjącego jeszcze człowieka), to przyczynię się do powszechnej opinii że opowiadanie czyta się beznamiętnie, ze stałą częstotliwością przerzucając kartki. Żadnych dłużyzn, które chciałoby się pominąć, żadnych ciekawych fragmentów na których chciałoby się przystanąć lub do nich wrócić. To już chyba nawet Kroniki Galla Anonima zawierają więcej emocji.
Dworzec romantyczny

Dworzec Nowy Główny peron alternatywny
Choć to już wszystkie opowiadania Miłości we Wrocławiu, które zawierają jakieś wątki fantastyczne, to przecież na książce nie kończy się miłość. Poprzednie miłości były większe, były mniejsze… kolejna będzie wielka miłość. Miłość wielka jak… koparka niosąca umiłowany zegar przez próg odbudowywanego dworca. Asystują im maszyna do robienia błota (Purchawka) i zwinny młot pneumatyczny (Belfegor), oczywiście także w sobie zakochani. Mowa oczywiście o blogu Wrocław Nowy Główny, opisującym w nietypowy sposób renowację dworcowego budynku. Kiedyś mówiono o romantyzmie podróży koleją, we Wrocławiu mówi się obecnie raczej o romantyzmie dworcowych budynków…