
Browar Piastowski – to gdzieś tu na pobliskich uliczkach rozpoczyna się historia opisana przez Roberta J. Szmidta
Ta historia zaczyna się gdzieś w uliczkach Nadodrza, w okolicach Browaru Piastowskiego. Zabrany wojskowym samochodem spod Browaru Piastowskiego, wraz zresztą transportu udaje się pod Ślężę. I to dosłownie, bo najbliższe dwa lata przyszło mu spędzić w wydrążonym w skale bunkrze zwanym Bastionem. Dwa lata atomowej wojny, dwa lata które sprawiły, że stał się jednym z Wyklętych.
Wyklętym, bo tak nazwano zdrowych ludzi w nowym świecie. W świecie w którym dzieci zabijają swych rodziców aby ulżyć im niewyobrażalnych męk umierania od choroby popromiennej, w świecie, w którym śmierć jest wybawieniem. W świecie, gdzie dachy mają już tylko nieliczne budynki, jak chociażby zaadoptowana na hospicjum hala targowa. W tym właśnie świecie tylko nieliczni nie mają znamion mutacji i nuklearnej wojny – nieliczni, którzy okres wojennej pożogi przeżyli w bezpiecznym wojskowym Bastionie. To właśnie ich uznano za winnych totalnej wojny atomowej, i to na nich spadła nienawiść miasta.
Moi ludzie zaczęli rozpowiadać o tajnej bazie, w której tuż przed Atakiem ukryli się ci, którzy zaplanowali tę wojnę, ludzie odpowiedzialni za rozpętanie nuklearnego piekła.[...] Wkrótce Bastion stał się synonimem wszelkie zła, a tych, którzy w nim zamieszkali, czyli was, nazwano Wyklętymi i uznano za wrogów ludzkości. Legenda zaczęła żyć własnym życiem.[...] Dzisiaj każdy człowiek w tym mieście uzna zabicie Wyklętego za wielki honor. Dlatego, moi panowie, powinniśmy się dogadać.
Robert J. Szmidt, Apokalipsa według Pana Jana, str. 77
Po postapokaliptycznym świecie spodziewać by się brutalnego kultu anarchistycznej siły. Społeczność początkowo zdezorganizowana, wydawałoby się że powinna się podzielić na mniejsze podgrupy zarządzane przez bezlitosnych oprychów. A jednak Wrocławiem zarządza Burmistrz Jan Sobieszczuk, były doradca ministra obrony. Przypadkowo ocalony ze zniszczonego bunkra pod Radzyminem, szybko wraca w rodzinne strony aby tu rozprawić się z przestępczym Kartelem i przejąć władzę. Choć to władza samozwańcza, to jednak jego metody szybko przysparzają mu zwolenników. Autorytarne rządy, choć okrutne w swej formie, zapewniają wszystkim praworządnym obywatelom bezpieczeństwo – a gdy zostanie ono naruszone, także okrutną zemstę na sprawcy. To właśnie powstrzymuje mieszkańców od zejścia na złą drogę. Równocześnie sprawne zarządzanie powoduje, że Wrocław szybko wraca do stanu zapewniającego znośne warunki życiowe jego mieszkańcom, choć daleko tu do mowy o odbudowie. Po przyłączeniu się wojsk spod Ślęży, Burmistrz zaczyna wojskową ekspansję na dalsze tereny, do których już wcześniej dotarła sława Wolnego Miasta Wrocławia, a z czasem wręcz Rzeczpospolitej Wrocławskiej. Bo tylko szybka, zorganizowana ekspansja może zapewnić bezpieczeństwo na wypadek ataku ze strony innych państw…
Rynek we Wrocławiu. Podobnie jak i dziś, tak i za czasów pana Jana tu właśnie mieścić się będzie siedziba władzy cywilnej
Jestem Polakiem, jak i wy jesteście Polakami. Nie prowadzę hordy najeźdźców, tylko polskie wojsko, pod polskimi sztandarami. Nie przyszedłem wam odbierać wolności, tylko przyłączyć was i wasze miasto do zalążka Czwartej Rzeczpospolitej. Tam, gdzie było i jest wasze miejsce, przez wzgląd na przodków, wiarę, język którym władacie. […] Dotarłem do kopalń Wałbrzycha i największych miast Dolnego Śląska, jednocząc je w jeden zdrowy i potężny organizm. Zatknąłem tymi rękami biało-czerwony sztandar na gruzach Jasnej Góry.
Dzisiaj my stoimy przed waszymi murami, oferując nadzieję na pokój. Możecie ją odrzucić, ale już jutro ze wschodu albo zachodu może nadejść kolejne zagrożenie. Nie wiecie, co dzieje się tam, daleko za horyzontem, na równinach Niemiec. Lecz nie to jest najgorsze. Nie macie pojęcia o tym, czy na stepach Rosji nie zbierają się dzikie, wygłodzone hordy, jak te, które pokonać musieli nasi przodkowie przed wiekami. […] Musicie bowiem wiedzieć jedno: ten kraj podzielony na republiki, dystrykty i wolne miasta nie zdoła się przeciwstawić żadnemu najeźdźcy. Tak już bywało, jeśli znacie historię, a nie wątpię, że znacie, wiecie, że to prawda. I powiem więcej, tak być może, i to w najbliższej przyszłości. Tylko w jedności tkwi nasza siła, a kto wam da tę jedność, jeśli nie ja?
Robert J. Szmidt, Apokalipsa według Pana Jana, str. 148-149
Kto zna historię Polski wie, że czasy pokoju i dobrobytu osłabiały nasz patriotyzm, natomiast czasy trudne i niespokojne jednoczyły Polaków do walki o silną ojczyznę. Tak jest i tym razem – Burmistrz Wolnego Wrocławia skutecznie jednoczy siły dawnej Ojczyzny, zwłaszcza w obliczu zagrożenia ze wschodu. I nie mówię tu o zagrożeniu ze strony nieistniejącego już dawnego Związku Radzieckiego – mówię o wiele straszniejszym zagrożeniu, dla którego ZSRR było nieprzekraczalną barierą, która nagle zniknęła w wyniku nuklearnej wojny. Zanim jednak dojdzie do konfrontacji, Burmistrzowi pozostaje odtworzyć Polskę od Tatr do morza, nawet jeśli to morze miałoby się zaczynać w Poznaniu a nie w Szczecinie.
Marzec ruszył mechanicznym krokiem w kierunku niezbyt stromego osypiska, potykając się o kawałki gruzu i fragmenty jezdni. Minął obojętnie Hummera, z którego wydostali się już oficerowie i towarzyszący im radni. Zsunął się po ziemistym zboczu i dotarł do brzegu. Nie zwracając uwagi na obmywającą mu stopy zimną wodę, szedł dalej. Ktoś krzyknął. Jeden głos, potem drugi przemknęły mu przez głowę. Znajome, ale jakże dalekie. Dopiero odgłos wystrzału osadził go w miejscu. Odwrócił się do zebranych na plaży towarzyszy broni. Potem raz jeszcze spojrzał na morze, którego nie powinno tutaj być. Opadł na kolana i nabrał w ręce zielonkawej wody. Przeciekała szybko między palcami, ale poczuł charakterystyczny zapach i pieczenie soli na każdej świeżej ranie. A tych miał na dłoniach wiele.
– Tam mieszkam – wymamrotał pancerniak, wskazując na morze. – Tam jest mój dom… Ten szary, przechylony… Tam są okna mojego pokoju, te otwarte, przez które przelewa się teraz fala.
Robert J. Szmidt, Apokalipsa według Pana Jana, str. 194-195Zainteresowanych tematem rytualu Odkupienia, kodeksu praw pana Jana, zwanego Codex Vratislaviana i innzmi aspektami wizji Wroclawia postapokaliptycznego, zapraszam do blogu Wroclaw Fantastyczny, zakladka Apokalipsa wedlug Pana Jana.










