Z Wrocławia do Wenecji, Malty, Paryża… polecimy już za rok

Wrocław został pierwszą polską bazą linii Ryanair -  największego niskokosztowego przewoźnika w Europie!

Sześć nowych tras powietrznych (poza piętnastoma już istniejącymi), poprowadzi do Bournemouth, Malmo, Malta, Paryż Beauvais, Chania i Wenecji Treviso. Natomiast do 2013 roku  przewoźnik planuje uruchomienie kolejnych pięciu połączeń.

Jest to  już 46  baza Ryanaira, który z tej okazji ogłosił wyprzedaż biletów – na przełomie listopada/grudnia będzie można je kupić  od 44 zł.

Prezydent Rafał Dutkiewicz zapowiada, że nowa baza oznacza dodatkowe połączenia ze światem i około 800 nowych miejsc pracy. Port lotniczy jest jednym z największych silników rozwoju regionalnego – mówi. – Jeszcze sześć lat temu Ryanair przewoził głównie Polaków pracujących za granicą, dzisiaj pasażerami są również w dużej mierze turyści.

Konferencja prasowa, w której udział wzięli m.in. prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz i wiceprezes Ryanair Michael Cawley

Nowa inwestycja Ryanaira we Wrocławiu to bardzo duży prestiż i ogromne korzyści dla lotniska, miasta i regionudodaje prezes prezes Portu Lotniczego Wrocław, Dariusz Kuś. – Dojazd do lotniska już jest nieporównywalnie bardziej komfortowy niż kilka miesięcy wcześniej, na przełomie roku oddamy nowy terminal, więc mam nadzieję, że nowoczesna infrastruktura i wysoka jakość obsługi będą cieszyły się zainteresowaniem nie tylko wrocławian, ale również mieszkańców regionu i sąsiednich województw – podsumowuje Kuś.

IM / KR

Lekarze otworzą nowy sezon w AFD „MovieWro”

13 października 2011 roku w Akademii Filmu Dokumentalnego „MovieWro” odbędzie się inauguracja nowego sezonu. Filmem otwarcia będą „Lekarze” w reżyserii Tomasza Wolskiego.

Poprzez ten pełnometrażowy dokument obserwacyjny reżyser próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie: co się dzieje za zamkniętymi drzwiami sal operacyjnych i lekarskich gabinetów? Jak wygląda codzienna praca kardiochirurgów i jaka odpowiedzialność na nich spoczywa?

Po seansie odbędzie się dyskusja o twórczości reżysera, którą poprowadzi Mikołaj Jazdon, filmoznawca z UAM w Poznaniu.

Co: „Lekarze”, reż. Tomasz Wolski

Gdzie: Dolnośląskie Centrum Filmowe, sala „Lwów”

Kiedy: 13 października, godz. 20:00

Za ile: 12 PLN

Zielony Biskupin

ul. Karola Olszewskiego

Przechadzając się ulicami Biskupina łatwo zapomnieć, że jest się w trzecim co do wielkości mieście Polski. Nawet główna ulica osiedla nie przypomina hałaśliwej miejskiej drogi, a raczej leśną aleję.

Boczne uliczki zielenią się ze wszech stron. Można się tu wyciszyć i odpocząć – parasole z bujnych koron drzew chronią przed największym upałem.

Wrocławskie osiedle Biskupin znajduje się we wschodniej części miasta i należy do dzielnicy Śródmieście oraz Wielkiej Wyspy łączącej: Dębie, Sępolno, Szczytniki, Bartoszowice, Zacisze, Zalesie i Biskupin. Jego nazwa wywodzi się z tłumaczenia niemieckiej: Bishofswalde (Bischof znaczy biskup). Południową granicą osiedla jest Odra. Charakterystyczna zabudowa to wille jednorodzinne i domy wielorodzinne, w większości otoczone ogrodami. Osiedle zostało przyłączone do Wrocławia w 1928 roku.

Na Biskupinie swoje miejsce otrzymali także studenci. Znajdują się tutaj dwa z Wydziałów Uniwersytetu Przyrodniczego: Biologii i Hodowli Zwierząt oraz Nauk o Żywności, a także akademiki i obiekt sportowy tej uczelni przy ul. Chełmońskiego.

Wydział Biologii i Hodowli Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego

Wybudowane tutaj zostały również najsłynniejsze akademiki Politechniki Wrocławskiej, tzw. “teki”, a po drugiej stronie przystanku przy ul. Tramwajowej ukrył się jeden akademik Uniwersytetu Wrocławskiego, żeński dom studencki, Pancernik.

Akademiki Politechniki Wrocławskiej przy ul. Wittiga, tzw. "teki"

Co by jednak o Biskupinie nie pisać… największego czaru nadają mu przede wszystkim urokliwe skwery, parki i okalająca go rzeka Odra, gdzie wrocławianie zażywają ruchu, sportu oraz odpoczynku.

Skwer przy ul. Józefa Chełmońskiego

 Iga Michałkiewicz

BuskerBus zaparkował na Rynku

Monica Coronado - Hiszpania

Festiwal BuskerBus od piętnastu lat promuje niezależnych artystów. Przyświeca mu idea równości i wolności oraz przeświadczenie, że tego, co najpiękniejsze i najbardziej wartościowe, nie można kupić. Nie ma więc tu biletów ani konkursów zmuszających uczestników do rywalizacji. Jest radość, zabawa i sztuka.

Od dzisiaj, przez trzy dni (26-28 sierpnia 2011, Rynek) wszyscy mogą podziwiać występy artystów ulicznych przybyłych do Wrocławia z całego świata. Tę wyjątkową artystyczną trupę uliczną tworzą komicy, mimowie, akrobaci, muzycy, aktorzy cyrkowi, teatr lalkowy, żonglerze, tancerze, połykacze ognia i szczudlarze.

Pomysłodawcą i organizatorem imprezy jest człowiek-orkiestra Romuald Popłonyk, który ma na swoim koncie liczne występy na światowych festiwalach sztuki ulicznej.

Dlaczego akurat ten rodzaj sztuki pan promuje?

Romuald Popłonyk: Przede wszystkim dlatego, że jest dostępna dla dużej liczby ludzi. Nie ma biletów wstępu, więc każdy może wziąć udział we wspólnej zabawie. Jest manifestacją wolności.

I to jest główne przesłanie festiwalu?

Tak, i równość, brak rywalizacji. Może to górnolotne hasła, ale tak po prostu jest, o to nam chodzi.

Jakie występy zaplanowane są na ten weekend?

Każdego dnia opracowujemy inny plan występów. Wszystkie są równie ciekawe i godne uwagi. Dziś wystąpią między innymi komicy z Japonii, cyrkowcy z Polski, żongler z Kanady, teatr z Francji… Nie sposób wymienić wszystkich – pokazy będą trwały od godziny 14.00 do 18.00, a później od 19.00 do 22.00.

Robot Nozomi - Japonia

Będą warsztaty dla widzów?

Podczas występów w Brzegu wpadliśmy na pomysł, by przeprowadzić klownoterapię dla wyciszonych, zamkniętych w sobie ludzi – udało się. Chcemy zrobić coś takiego we Wrocławiu w przyszłym roku. Teraz nie mamy odpowiedniego lokum. Nie chcemy, by warsztaty odbywały się na rynku, mogłoby to krępować uczestników.

Steve Stergiadis - Kanada

Ilu artystów wystąpi we Wrocławiu? Z jakich krajów pochodzą?

Wystąpią 34 zespoły i indywidualni artyści z Japonii, Hiszpanii, Brazylii, Wielkiej Brytanii, Argentyny, Australii, Węgier, Holandii, Portugalii i wielu innych. Polskę reprezentować będą grupa cyrkowa Trixter Circus, pisarz Zbyszek Niedźwiedzki Ravicz i zespoły muzyczne: Duo Ruach, Hoboys oraz The Stripey Brothers (Polska/GB).

Mieliście dużo zgłoszeń?

Bardzo dużo, festiwal cieszy się coraz większą popularnością. Mogliśmy wybrać tylko pewną liczbę artystów. Na szczęście wcale nie małą.

Jakie jest podejście publiczności do waszych występów?

Raczej nie spotykamy się z dezaprobatą. Bardziej kłopotliwa bywa czasem nazbyt żywiołowa aprobata, gdy na przykład rozochocony, podchmielony widz próbuje zabłysnąć na “scenie”. Poza tym ludzie dobrze się bawią, szanują nasz wysiłek.

Zatem i tym razem życzę udanej zabawy.

 Iga Michałkiewicz

Cirkuszka - Węgry

Dlaczego Krzyki?

Z jednej strony parki, skwery i ciągnące się wzdłuż dróg pasy zieleni, z drugiej – samochody, tramwaje i autobusy – ulice tętniące życiem. Jak wszędzie na Ziemi i tu jest kilka takich miejsc, by zapomnieć i kilka, by pamiętać, kilka, by odpocząć, kilka, by się rozerwać.

Zabytkowe budowle i modernistyczne drapacze chmur stoją tu obok siebie niewzruszone różnicą wieku.

Dlaczego “Krzyki”? Teorii na ten temat jest wiele… Bez wątpienia nazwa została wymyślona dla celów statystycznych i administracyjnych. Między rokiem 1845 a 1945 dzielnica nosiła niemiecką nazwę “Krietern” (Kłótnicy). Tego, czy jej ówcześni mieszkańcy byli specjalnie niezgodni, nie wiadomo na sto procent. Pewne jest jedno – w celu wyjaśnienia etymologii tej nazwy, Wrocławianie puścili wodze wyobraźni. Przedstawiamy jedną z teorii i zachęcamy do przedstawiania swoich.

Nazwa “najgłośniejszej” dzielnicy miasta wzięła się od imienia jednego z najstarszych wrocławskich krasnali – sędziwego Krzyka, który założył tam swoje małe imperium 18 nowembra 730 roku. Na Krzykach nie zawsze było kolorowo… Według oficjalnej Kroniki najmniejszych obywateli, dzielnica przeżywała trudne historyczne chwile: 18 marca 1968 roku do Wrocławia przyszła odwilż moralna. Dorośli mieszkańcy Krzyków golili sobie prawą pachę, a ich kobiety paliły na stosie książki kucharskie. Widywano także młodzież (czytaj: Krasnale w wieku stu lat) wyżywającą się na myszach polnych, oczywiście tylko artystycznie. Nieznośne dźwięki wytwarzaczy pilśniowych zmuszające do wrzasku pozbawiły Krzyka głosu. Na szczęście cała zgraja jego przyjaciół wciąż zamieszkuje tę część Wrocławia. Porządku na Uniwersytecie pilnuje Ekonomek.

Krzyki to miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Można tu liczyć na rozrywkę (m. in. tor wyścigów konnych Partynice, Wrocławski Teatr Pantomimy), mimo bezpośredniego sąsiedztwa z centrum miasta znaleźć wiele cichych i zielonych miejsc oraz podziwiać zabytkowe budowle. Godne odwiedzenia są chociażby: stary cmentarz żydowski udostępniony do zwiedzania jako muzeum, prezentujący sztukę nagrobną, oraz wieża ciśnień zbudowana w stylu eklektycznym (połączenie secesji i neogotyku).

Iga Michałkiewicz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.