Graffiti – skąd, jak i dlaczego

Graffiti to, wbrew pozorom, nie tylko bazgranie sprayem po murach. Umiejętne wykorzystanie przez artystów plastycznych swoich umiejętności w przestrzeni miejskiej może dać zaskakujące efekty.

 

Pytanie o początki rysunków graffiti pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. Niektórzy upatrują narodzin tego rodzaju sztuki już w starożytnej Grecji i Rzymie, gdzie obywatele, poprzez napisy na murach, wyrażali swoje poglądy polityczne oraz sympatie na przykład do sportowców.

Współczesna odmiana graffiti pojawiła się w Nowym Jorku w latach sześćdziesiątych XX wieku. Dostępność na rynku wodoodpornych markerów umożliwiała malowanie tagów, czyli imion lub pseudonimów na murach, w przejściach podziemnych, czy stacjach metra. Z czasem wytworzyła się konkurencja polegająca na podpisywaniu się w niedostępnych miejscach. Rysunki stały się narzędziem w walce gangów – w ten sposób oznaczali swoje terytorium. Najbardziej znaną osobą wypisującą tagi był kurier o pseudonimie Taki 183, który zasłynął jako pierwsza osoba, która podpisała się w metrze.

Pojawienie się puszek z farbą znacznie ułatwiło pracę writerom, czyli autorom graffiti. Rysunki nabierały coraz większej finezji i kolorytu. Napisy udziwniano do tego stopnia, że były nieczytelne – taki styl nazywa się wildstyle. Wytworzenie własnego, niepowtarzalnego wzornictwa stało się ambicją twórców.

Należy mieć na uwadze, że rysunki na murach są integralną częścią kultury hip-hopowej. Człowiek, który po raz pierwszy użył terminu hip-hop, Afrika Bambaata, objął nim cztery elementy: graffiti, breakdance (rodzaj tańca), DJ-ing oraz rap. Poprzez Universal Zulu Nations – organizację, którą stworzył aby propagować pokój, odciągał młodych ludzi od życia na ulicy i gangów.  W latach osiemdziesiątych zabierał młodych tancerzy (b-boyów), raperów, DJ-ów oraz grafficiarzy na artystyczne tournee. W ten sposób promował hip-hop.

Rysunki na ścianach mogą być także wyrazem niezadowolenia społeczeństwa bądź manifestem poglądów politycznych. Tak stało się w przypadku Muru Berlińskiego, który został pokryty graffiti od strony zachodniej. Do dziś zachowały się jego fragmenty, które zostały zrewitalizowane. Symbol podziału Europy wyrażał jednocześnie sprzeciw wobec przemocy. Miejscem prezentowania swoich sympatii politycznych został także izraelski mur graniczny, na którym w 2005 roku uwiecznił swoje prace słynny na świecie writer o pseudonimie Banksy.

W Polsce oznaki niezadowolenia z sytuacji politycznej pojawiły się na murach w latach dwudziestych XIX wieku. W ten sposób uciśnieni Polacy ośmieszali okupanta ze wschodu. Podobne napisy pojawiały się w czasie powstań narodowych, I wojny światowej i walk o granice odzyskanej ojczyzny oraz II wojny światowej. W okresie stanu wojennego różne grupy zaczęły używać szablonów. Jedną z pierwszych była Pomarańczowa Alternatywa – ruch opozycyjny mający swe korzenie we Wrocławiu. W celu zakpienia z władzy jego członkowie organizowali akcje malowania na ścianach budynków użyteczności publicznej niewielkich krasnoludków. Pierwsze trzy takie wizerunki pojawiły się w dzielnicach Biskupin i Sępolno w sierpniu 1982 roku. Krasnoludki pojawiały się zwłaszcza w miejscach, których milicja usuwała napisy antykomunistyczne.

Na początku lat dziewięćdziesiątych graffiti na dobre zadomowiło się w Polsce. Wtedy powstały pierwsze grupy zajmujące się malowaniem na murach. W 1994 odbył się pierwszy jam, czyli impreza graffiti, w Lidzbarku Warmińskim, rok później w Bartoszycach. Tym osobliwym rodzajem sztuki zaczęły interesować się media. W 1995 Telewizja Polska wyemitowała pierwszy film dokumentalny poruszający ten temat, a dwa lata później pojawił się fanzin „Brain Damage” – niskobudżetowe czasopismo fanowskie. Do popularyzacji graffiti przyczyniły się również magazyny dotyczące kultury hip-hopowej.

Potencjał drzemiący w sztuce ulicznej bardzo szybko dostrzegli przedsiębiorcy. Graffiti stało się narzędziem wykorzystywanym w reklamie. Najlepszym przykładem jest sukces kampanii reklamowej soków Frugo, który zaskoczył nawet samego producenta. Owocowe napoje sygnowane na etykietach oraz spotach reklamowych poprzez ugrzecznione rysunki graffiti oraz chwytliwy język wykorzystujący slogan – zrobiły furorę wśród młodzieży.

Przez wiele lat graffiti przeszło ogromną metamorfozę. Cały czas istnieje jednak spór pomiędzy zwolennikami sztuki a przeciwnikami wandalizmu.

Katarzyna Błochowiak

Pierwsze w Europie Afrykarium-Oceanarium

We Wrocławiu ma powstać Afrykarium-Oceanarium – pierwszy tego typu obiekt w Europie. Wynik przetargu będzie znany już za kilka dni. Zakończenie budowy zaplanowano na obchody 150-lecia istnienia Miejskiego Ogrodu Zoologicznego, czyli w 2015 roku.

Projekt Afrykarium-Oceanarium

Wrocławskie zoo zyska unikatową atrakcję turystyczną składającą się z kompleksu basenów oraz części lądowej. Nowy pawilon będzie prezentował faunę i florę wód afrykańskich i okołoafrykańskich. Zwiedzający dostaną szansę niemalże wejścia w środowisko czarnego lądu – obiekt zaprojektowano tak, aby zmniejszyć dystans pomiędzy człowiekiem a naturą. Będzie to możliwe dzięki zminimalizowaniu barier oraz zbudowaniu podwodnego tunelu ze szkła akrylowego.

Tunel dla zwiedzających Oceanarium

W oceanarium znajdziemy największe drapieżniki mórz – rekiny, a także ryby z jezior Malawi i Tanganika oraz zwierzęta żyjące w dorzeczu Nilu, na przykład hipopotamy. Znajdzie się tu miejsce dla ptaków, gadów i ssaków żyjących w tym środowisku, między innymi: pingwinów przylądkowych, ibisów, ptaków wikłaczy, afrykańskich fok kotików, krokodyli, antylop dikdik.

Dodatkowe atrakcje czekające na turystów to otwarte wybiegi, pokazy sztuczek wykonywanych przez uchatki oraz podziwianie rafy koralowej z wnętrza zatopionego statku.

Koszt całej inwestycji szacuje się na około 120 milionów złotych.

Katarzyna Błochowiak

Iga Michałkiewicz

Nowi lokatorzy we wrocławskim zoo

We wrocławskim zoo zamieszkają dwa młode samce nosorożca indyjskiego. Przyjadą do Polski z Francji
i z Niemiec w 2012 roku.

fot. Paweł Ryszawa, źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Nosorozec_indyjski_Warsaw.jpg?uselang=pl

Już teraz wrocławski ogród zoologiczny przygotowuje się do ich przyjęcia. Wybieg zostanie zbudowany w taki sposób, aby tym zwierzętom o bardzo słabym wzroku nie stała się krzywda. Na miejscu starej żyrafiarni znajdą się pawilon, baseny i prysznice dla nowych podopiecznych. Towarzyszyć im będą małpy kulmany i mundżaki indyjskie.

W tym miejscu powstaje wybieg dla nosorożców.

Najpierw ogród zaopiekuje się dwoma samcami, po pewnym czasie miejsce jednego z nich zajmie samica. To ogólnie przyjęta praktyka przyjmowania do hodowli nowych zwierząt w ogrodach zoologicznych – mówi dr Mirosław Piasecki z wrocławskiego zoo.

Nosorożec indyjski, zwany także pancernym, to bardzo rzadki gatunek. Prowadzi samotny tryb życia na trawiastych i podmokłych terenach. Samce zbliżają się do samic tylko w okresie godowym.

Katarzyna Błochowiak

Iga Michałkiewicz

“Journey line” już w Ratuszu – relacja z wystawy

Holocaust to temat, który wciąż wzbudza emocje. Wystawę “Journey line” poruszającą ten problem otwarto 3 sierpnia 2011 w Muzeum Miejskim Wrocławia w Starym Ratuszu. Będzie otwarta do 28 sierpnia.

 


Obrazy, rzeźby i instalacje tworzą plastyczną przestrzeń, która symbolicznie odnosi się nie tylko do kwestii Holocaustu, ale ludobójstwa w ogóle. Autorami prac są trzej artyści: Nicola Tucker, Maciej Hoffman, Janusz Golik.

Centralną część ekspozycji zajmują tory kolejowe będące metaforą podróży, jaką odbyły wszystkie ofiary haniebnego mordu. Wokół wielkoformatowe obrazy, grafiki oraz inne mniejsze instalacje. Wystawa pokazuje także dramat jednostki wciągniętej w sytuację odbierającą resztki nie tylko indywidualności, ale także człowieczeństwa. A wszystko to bez epatowania krwią i przemocą.

Nicola Tucker podkreśla, że kolekcja nie ma wymiaru historycznego, a raczej edukacyjny. Nie zamierza szokować. Muzea takie jak Auschwitz, jej zdaniem, wywołują nienawiść i przyczyniają się do tworzenia skrajnego nacjonalizmu. Dlatego w pracach Tucker nie znajdziemy oryginalnych eksponatów, na przykład rzeczy osobistych należących do ofiar Holocaustu. Wszystkie przedmioty są wiernymi replikami.

Jedyny wyjątek stanowi kula, która została wyjęta z ciała postrzelonego Afrykanina, który na początku lat dziewięćdziesiątych, z inicjatywy artystki, trafił do Wielkiej Brytanii. Mężczyzna miał dużo szczęścia, ale problem przemocy i zabijania w Afryce jest aktualny.

Współpraca między trzema twórcami zaczęła się od tego, że Tucker zobaczyła w internecie prace plastyczne Macieja Hoffmana. Zaczęli korespondować, a z czasem razem tworzyć. Potem dołączył do nich Janusz Golik.

Nicola Tucker – artystka pochodząca z Walii, działaczka humanitarna i społeczna, przedstawicielka Centrum Szymona Wisenthala na wielką Brytanię, wielokrotnie udzielała pomocy ofiarom działań wojennych.

Maciej Hoffman – wrocławianin, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego oraz Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, malarz, grafik. Zajmuje się także ceramiką.

Janusz Golik – absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, prowadzi własną galerię “Van Golik” oraz firmę projektową.

Katarzyna Błochowiak


Opera Wrocławska w pierwszej dwudziestce na świecie

Fakt, że życie kulturalne stolicy Dolnego Śląska prezentuje wysoki poziom, nie powinien już nikogo dziwić. Liczby mówią same za siebie. Tym razem powodem do dumy jest Opera Wrocławska, która uplasowała się na 19. pozycji listy najbardziej aktywnych oper na świecie. To najwyższe miejsce z wszystkich polskich teatrów operowych.

Ranking opublikowany na portalu www.operabase.com objął liczbę przedstawień operowych wystawianych w teatrach na świecie w sezonie artystycznym 2009/2010.

Wrocław ze swoimi 159 spektaklami (do rankingu nie wliczano spektakli baletowych) wyprzedził Warszawę, która znalazła się na 21. miejscu (143 przedstawienia) oraz Poznań, któremu 122 spektakle dały 31. lokatę. Na liście stu najlepszych Gdańsk jest 94. W ubiegłym sezonie wystawił 65 widowisk operowych, ale to wystarczyło, żeby wyprzedzić na przykład Tokio, Weronę czy Rzym. Niekwestionowanym zwycięzcą rankingu został Berlin oferujący w swoich teatrach operowych aż 593 występy. Zaraz za nim podąża Wiedeń (578) (Volksoper i Stadtoper). Na trzecim miejscu podium stanął Paryż z 430 widowiskami.

scena z opery “Parsifal” Richarda Wagnera

Niewątpliwie taki wynik Opera Wrocławska osiągnęła dzięki dobremu zarządzaniu przez dyrektor Ewę Michnik i solidnemu zespołowi, który udało jej się zgromadzić. Warto również nadmienić, że wrocławski teatr operowy wystawiający najwięcej spektakli w Polsce jest jednostką dotowaną z budżetu Urzędu Marszałkowskiego.

 W rozpoczynającym się 8 września nowym sezonie artystycznym zespół Opery przygotuje kolejną superprodukcję. W listopadzie w odnowionej Hali Stulecia zaprezentujemy  operę “Kniaź Igor” Aleksandra Borodina, natomiast w grudniu odbędzie się światowa prapremiera  “Pułapki”  Zygmunta Krauzego, na podstawie dramatu Tadeusza Różewicza – mówi dyrektor Ewa Michnik. Spektakl ten wpisuje się w trwające w tym roku we Wrocławiu obchody 90-tej rocznicy urodzin pisarza.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.