Jeszcze nigdy leżenie nie było tak… popularne. Ale nie o byle jakiej czynności mowa! Chodzi o nieruchome leżenie plackiem (a właściwie… deską) w najróżniejszych miejscach. Brzmi dziwnie? W niektórych częściach świata takie czynności nie robią już na nikim większego wrażenia.
Planking, bo o tym zjawisku mowa, to nic innego jak leżenie nieruchomo w prostej, sztywnej pozycji twarzą w dół i fotografowanie się w tej pozie w wyjątkowych i ciekawych miejscach (najczęściej publicznych!). Codziennie w sieci przybywa zdjęć uwieczniających kolejne „sukcesy” i „osiągnięcia” tzw. plankerów.
Nazwa wzięła się od słowa „plank”, czyli „deska”. Przyjmuje się, że planking, czyli w dosłownym tłumaczeniu deskowanie, narodził się w Australii. Ciężko jednak stwierdzić, jak było naprawdę, bo różne odmiany tej zabawy istniały wcześniej także w innych krajach: w Wielkiej Brytanii „laying down game” czy „à plat ventre” we Francji.
Deskowanie często mylone jest także z inną zabawą tego typu, „playing dead”, czyli po prostu udawaniem trupa. O ile w tym drugim reguły są dowolne, chodzi tylko o wyglądanie na martwego w zaskakujących i publicznych miejscach, o tyle planking nie jest już wcale taki łatwy. W deskowaniu poza jest ściśle określona, a zrobienie wrażenia z tak sztywnymi (dosłownie!) regułami gry jest nie lada wyzwaniem. Dlatego miłośnicy tej „aktywności” skłonni są nawet zaryzykować życie, aby pokazać coś lepszego od poprzedników.
Na początku wystarczyło położyć się po prostu na trawniku w parku miejskim, zrobić zdjęcie, wrzucić do sieci i już wszyscy o tym mówili. Teraz nie jest już to takie proste, bo niemal wszystko już było. Leżenie na podłodze w autobusie między siedzeniami? Było! Leżenie w pracy na biurku szefa? Było! Kładzenie się na rowerze, samochodzie, taśmie do wykładania zakupów w supermarkecie? Było, było, BYŁO! Ciężko wskazać, czego jeszcze nie było. Mimo tego fani plankingu znajdują coraz to nowe, coraz bardziej ekstremalne miejsca do udawania deski. Nie dziwi fakt, że pojęcie „extreme planking” powoli wypiera zwykłe deskowanie.
Ostatnie pomysły plankerów są coraz odważniejsze: leżenie nago na pomniku, leżenie na tablicy do gry w koszykówkę, na gałęzi drzewa, na wieży kościoła, na moście, w górach nad przepaścią, na krawędzi dachu wysokiego budynku… . W maju tego roku w mediach zawrzało po tym jak 20-letni Australijczyk spadł z siódmego piętra i zginął na miejscu podczas próby deskowania na poręczy balkonu. Po tym wydarzeniu głos zabrała sama premier Australii Julia Gillard i zaapelowała do fanów plankingu o ostrożność.
Zabawa w planking z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej znana na całym świecie. W Australii bije wszelkie rekordy popularności. Zjawisko to jest tam powszechne do tego stopnia, że policja wprowadziła mandaty za publiczne uprawianie plankingu.
W Polsce wciąż pojęcie deskowania bardziej kojarzy się z budownictwem czy nawet jeżdżeniem na desce niż właśnie z udawaniem deski. Ciekawe, kiedy szaleństwo plankingu nawiedzi nasz kraj. Co sądzicie o tej dziwnej modzie? Skąd niegasnąca wciąż popularność tego pozornie bezsensownego zjawiska?
Kamil Olender









